Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
837 postów 710 komentarzy

Dosyć wybijania zdrowych świń!!!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Granda! Maciory prośne są wybijane! Tu powinna wkroczyć prokuratura. Weterynarze pod sąd!

 

 Pracują nad rolnikami, żeby ich zlikwidować. W programie jest zakaz hodowli przez rolnika świń. W ich miejsce mają wejść wielkie korporacje. W zachodniopomorskim szykuje się ferma na 240. tys. świń. Wszyscy okoliczni hodowcy poupadają.  

 

Rolnicy brońcie swego! My brońmy rolników!

https://www.youtube.com/watch?v=zotB4aKfEd0

 

Spotkanie z ministrem Boguckim w Białej Podlaskiej. Po wystąpieniu ministra i weterynarzy, rolnicy zabrali głos. Emocje sięgnęły… zenitu.

Link do filmu ze spotkania;

 https://www.youtube.com/watch?v=TfpA192JWHc&t=16s

 

Rudniki: Na dzień przed egzekucją:

 https://www.youtube.com/watch?v=WIwKXm55GEc

 

 Rudniki w gm. Międzyrzec Podlaski. To jedna z trzech miejscowości objętych urzędowym przymusowym ubojem trzody chlewnej. Gospodarstwo Ewy i Jana Biernackich jest ostatnie. Mimo zachowania zasad bioasekuracji, mimo tego, że w chlewach przebywają maciory prośne które lada dzień mają wydać na świat młode zwierzęta, lekarzy weterynarii to nie interesuje. Zasłaniają się rozporządzeniem i czysto teoretycznym założeniem, że: "tu jeszcze nie ma ASF (afrykańskiego pomoru świń) ale może być". Dlatego najprostszym rozwiązaniem jest wybicie zgromadzonych w chlewach około 70 sztuk świń. To jedyna metoda walki z ASF w Powiecie Bialskim”.

 

Kolejne niepotrzebne uśpienia wykonane

Link do filmu ;

 

https://www.youtube.com/watch?v=OpxkdCTQz6Q

 

Niestety po tygodniu walki o zachowanie trzody Państwa Biernackich lekarz tak postawił sprawę, że gospodarze nie mając wyjścia, musieli zgodzić się na utylizację trzody chlewnej - głównie prośnych macior i prosiaków. Kolejny raz zwyciężyła bezduszność i zawziętość lekarza weterynarii z powiatu bialskiego. Kolejny "sukces" pana doktora: wybite świnie w okolicach Rudnik czyli wygrana walka z ASF-em..a dziki dalej spacerują jak spacerowały...

 

 

KOMENTARZE

  • @
    Miała służyć rolnikom - służy KORPORACJOM!!! Uatawa bubel KORPOSEJMU! Relacja Video z komisji z 12 września 2017

    https://akademiapolityczna.wordpress.com/2017/09/16/miala-sluzyc-rolnikom-sluzy-korporacjom-ustawa-bubel-korposejmu-relacja-wideo-z-komisji-z-12-wrzesnia-2017r-druk-nr-1716/
  • Przez 75 lat nie bylo epidemi pomimo indywidualnych ubojow i tysiecy malych chodowli Dr jerzy Jaskowsjki i
    Moge tylko polecic wszystkie prace Dr Jerzego Jaskowskiego traktujace o farmacji ,medycynie ,i epidemiach wsrod ludzi i zwierzat. Niestety prawda jest ze wiekszosc ludzi niezdolna jest do samodzielnego myslenia. Slowa jednego z medialnych guru ,,wolnej polski ,, -,,nie bójcie sie polakow to stado baranow,, sa niestety odddajace sporo prawdy. Slurzby weterynaryjne staly sie niestety wrogie polskiemu spoleczenstwu kolaborujac z koreporacyjnymi okupantami polski . Ponizej jeden z woisow dr Jaskowskiego

    rzejeżdżając przez Wielkopolskę, dawniej centrum rolnicze Polski, nie widziałem na łąkach ani jednej krowi przez prawie 400 km. Potwierdza to powyższe wnioski.

    Globalizacja doszła do tego, że 95% wszystkich zbóż jest kontrolowane przez 6 koncernów międzynarodowych, tworzących tzw. DOM Windsor. Kontrolują one albo produkcję, albo linie kolejowe, czy środki transportowe, albo przetwórstwo.

    Generalnie, przetwórstwo dużych koncernów nie jest w żaden sposób kontrolowane. Proszę sprawdzić na stronach internetowych państwowych instytucji, takich jak sanepidy, czy GIS, i spróbować poszukać wyników kontroli McDonalda, Tesco, Auchan, czy przetwórni tłuszczy itp. GIS i sanepidy są znane szerszemu społeczeństwu tylko i wyłącznie ze sprzedaży szczepionek, czyli pracy dla koncernów zagranicznych.

    Proszę zauważyć, do niedawna każdy rolnik mógł bić świnię i spokojnie mógł z rodziną ją zjeść, a obecnie musi oddać do zakładu koncesjonowanego, w celu przeprowadzenia uboju. W jakim celu?

    Przecież przez 75 lat po 1944 roku nie było żadnych epidemii z tego powodu, że chłop bił sobie sam. Zakażenie włośniem były przypadkowe i niestety u badanych świń. Jeszcze w stanie wojennym można było spokojnie udać się na wieś i szmuglować, jak za okupacji, mięso do miasta. Oczywiście wiązało się to z ryzykiem konfiskaty mienia i wyrokiem, ale podobnie było za Niemca. A obecnie jest tak samo. Każda świnia, czy krowa musi być zakolczykowana. W jakim celu? Przecież to jest tylko i wyłącznie problem robocizny chłopa, a nie urzędniczyny. Podobno miało być, że jeżeli się nie szkodzi to można to robić. A tutaj nagle eunuchy intelektualne na urzędniczych stołkach likwidują samodzielność państwa w najważniejszym aspekcie, tj. żywności. I żadnemu z nich do głowy nie przychodzi, że podcina sobie gałąź, na której siedzi.

    Mało tego, te wymyślane za biurkami przepisy tak się mają do rzeczywistości, jak przysłowiowa pięść do oka. Proszę zauważyć, oficjalnie podaje się, że ponad 15 000 dzieci chodzi głodnych do szkoły. Najlepszym sposobem zaopatrzenia młodocianego organizmu w łatwo przyswajalny wapń i witaminy A, D, itd., jest krowie mleko. A kierownikom szkół nie wolno dogadać się z gospodarzem, który codziennie przywoziłby świeże mleko, tylko musi, jeżeli w ogóle wpadnie na taki pomysł, kupować w supermarkecie ten zabielany siny bezwartościowy produkt. Ale ma to pudełko jeden walor, jest ładne!



    Monouprawy doprowadzają do wyjałowienia gleby w sposób nieprzewidywalny. Od ponad pół wieku sypie się tylko 3 pierwiastki zamiast dawniejszej gnojówki. W rezultacie mamy całą masę chorób, na których znowu bogacą się te same koncerny międzynarodowe.
  • jaka na to rada ......praca organiczna a nie patologiczne przystosowanie
    ...........Typowy przykład, zapalenie przewodu pokarmowego, którego objawami są śmierdzące bąki i pływająca kupka, łatwo to to leczy się zwykłym kwaśnym mlekiem od krowy. Zamiast tego, pediatrzy dzieciom wstrzykują sterydy.



    aka na to rada?

    Jak najszybciej dogadać sie ze znajomym rolnikiem i uzgodnić indywidualne zakupy. Przykładowo: zakup krowy to wydatek rzędu 4-5 tysięcy złotych. Krowa daje około 20 litrów mleka dziennie. 3-5 sąsiadów kupuje krowę i zostawia u znajomego rolnika. Oni biorą raz na tydzień te 20 litrów, czyli po 5 na rodzinę, a resztę ma rolnik za pilnowanie i karmienie krowy. Każdej stronie się to opłaca. I urzędnikom nic do tego. Oczywiście można się porozumieć na innych zasadach. Ważne, aby codziennie w rodzinie ten litr kwaśnego mleka można było wypić. Nie chodzi o mleko. Istotne są te prawdziwe dobre bakterie. A krowiego mleka nie da się oszukać, jak złej jakości, to nie skwaśnieje, lub jest gorzkie.

    A wiec pomyśl! Czy lepiej wydać na „kucharza”, czy na beznadziejną państwowa służbę zdrowia, z tysiącami nic nie robiących urzędników?
  • @jan 23:19:14
    BYŁO już wylewanie mleka, albo kary za "nadprodukcję".
    I co mamy TERAZ?
    Kosmiczne ceny masła (i pewnie nie tylko jego).
    Ale "kretyni zza biurek" nie widzą, że ICH to TEŻ uderzy...
    Czy to samo będzie z trzodą?
    Pewnie tak, większość sąsiadów (na wsi) JUŻ polikwidowała hodowle świń i mięso kupują W SKLEPIE!!!.
    Za chwilę, o ile nastąpi nasilenie kontroli, to samo czeka KURY.

    A WTEDY w "wielkim gospodarstwie" jeśli JAKIKOLWIEK czynnik chorobotwórczy się pojawi, to będzie prawdziwa masakra.
    Czekają nas wojny nie o ropę ale o ŻYWNOŚĆ???
  • @laurentp 08:30:39
    Jestesmy w stanie wojny konkurencyjnej koncernow zywnosciowych z rolnictwem indywidualnym.Produkty naturalne sa blokowane przez prawo,instytucje kontrolne,biurokracje,sieci handlowe,ceny,media itp.
    W zamian tego jestesmy zalewani (w najlepszym razie) smieciami chemicznymi ,a moze i toksycznymi odpadami produkcji zywnosci z Unii.
    W przypadku epidemi np. nowotworow (o ktorych informacje beda blokowane medialnie i prawnie np. sady)koncern zywieniowy moze nas przeprosic ,oglosic bankructwo i otworzyc nastepne zyskowne przedsiewziecie na rynku zywnosci.
  • Odnoszę wrażenie, ze w dzisiejszych czasach aby zadbać o siebie i swoj nawet maly biznes
    to trzeba być zrzeszonym w grupy i posiadać struktury militarne, gotowe do wyegzekwowania prawa przy pomocy siły. Ludzie jednak wierzą w gadanie.
  • Świniobicie po węgiersku
    Od początku grudnia do końca lutego najważniejszym świętem w każdej wsi węgierskiej oraz gospodarstwach agroturystycznych jest świniobicie, będące okazją dla winiarzy łatwego upłynnienia znacznych ilości wina, wesołej zabawy oraz wybornej uczty. W okresie tym we wszystkich miejscowościach węgierskich niosą się o brzasku jęki prosiaków. Jednym z elementów wychowania młodego pokolenia jest przekazywanie wiejskiej tradycji i zwyczajów.

    Nadchodzi czas przedświątecznego świniobicia przy aktywnym udziale młodzieży
    http://www.kultpince.hu/dynamic/korabbi%20esemenyek/disznotor_14jan25/IMG_9409.jpg

    Praca/obrzędy zaczynają się już wieczorem dzień przed właściwym świniobiciem. Jeszcze główna bohaterka - nieznana w Polsce świnka mangalica - niczego nie podejrzewając pogodnie chrząka sobie w chlewiku kiedy uczestniczący w świniobiciu obierają olbrzymie ilości cebuli i czosnku. Przygotowuje się też stoły, drewnianą balię oraz narzędzia do wyrobu kiełbasy i kaszanki. Ważną rolę odgrywa nieużywany obecnie na Węgrzech parnik do gotowania ziemniaków, na którym w wielkim kotle (okrągła 20-30 litrowa miska z uszami) gotuje się wodę, podroby do kaszanek, głowiznę oraz topi się duże kostki słoniny.

    Następnego dnia o świcie przed ubojem gospodarz częstuje gości węgierską wódką - palinką. Po uboju mangalicę obkłada się słomą i podpala, aby usunąć z niej szczecinę. Słomę wykorzystuje się dla tradycji, dziś używa się raczej palników. Ale bywa okazja zobaczyć jedną i drugą metodę. W międzyczasie polewa się ją wrzącą wodą, co powoduje tworzenie efektownych kłębów pary i ułatwia szybkie golenie.
    Na śniadanie smaży się krew na jasnozłotej cebuli podawanej z pajdą swojskiego chleba w towarzystwie wina podawanego na gorąco w glinianych dzbanach.

    Po rozdzieleniu mięsa lepsze kawałki są odkładane, mniej ładne zmielone na kiełbasę, Szynki, golonki oraz połcie boczku są odłożone do wędzenia. Mięso z kością trafia do lodówki, słoninę tnie się na kawałki, a cała reszta trafiła na kilka godzin do kotła z wrzątkiem by po ugotowaniu zostać przerobioną na kaszanki (po węgiersku: hurka). Następnie odbywa się mielenie mięsa na kiełbasę (kolbász), przyprawianie (sól, dużo papryki, czosnek, pieprz) i mieszanie. Wszystko razem umieszcza się w drewnianej balii i całość rozciera. „Zmielone mięso przeciera się bardzo długo, najkrócej pół godziny, a po chwili przerwy na grzane wino oraz ewentualnym dołożeniu przypraw (wszystko jest brane „na smak”) - trzeba rozcierać wszystko jeszcze raz. Mięso przeciera się do chwili, aż będzie odchodziło od ręki. Porcje przygotowanej masy mięsnej umieszcza się w urządzeniu do napełniania kiszek. Otrzymana kiełbasa częściowo przeznaczona jest do wędzenia (salami), częściowo do pieczenia (lodówka).

    Kto mieszka w Polsce nie spotka się ze świniobiciem jako wydarzeniem towarzyskim, który jest tutaj radosnym świętem, rytuałem obchodzonym wraz z zaproszonymi gośćmi. Uczestnictwo w tych imprezach jest wspaniałą zabawą, przygodą i dobrą szkołą życia dla młodych.
    http://www.autoszektor.hu/sites/default/files/autotechnika_autosoknak/54.jpg

    Na obiad jest tradycyjny rosół na kościach z dużą ilością warzyw, kapusta z pulpetami z mielonego świeżego mięsa, pieczona kiełbasa oraz dzban grzanego węgrzyna.

    Po uczcie obiednej i krótkim odpoczynku czeka już ryż i cebulka do produkcji kaszanki węgierskiej (ryżanki bez kaszy). Ugotowane na parniku w kotle kawałki są zmielone, zmieszane w drewnianej balii ze smażoną cebulą i ryżem, oraz przyprawione solą, pieprzem lub majerankiem. Do części z nich dodaje się resztkę krwi i tak obok pysznych wątrobianek powstają też uwielbiane krwawe kiszki. Po napełnieniu kiszek kaszanki na krótko trafiają do wrzącej wody.

    W międzyczasie na parniku w dużej misce z uszami topią się duże kostki słoniny, które należy dość często mieszać. W trakcie smażenia tworzący się tłuszcz zbiera się do osobnych naczyń a duże skwarki (po węgiersku: tepertő), wyciskając z nich uprzednio resztkę tłuszczu, do miski. Na sam koniec na krótko podsmaża się ponownie duże chrupiące skwary, dodając 0,5-1 litra mleka, co daje to im niepowtarzalny smak. Polacy, którzy mieli okazję wzięcia udziału w węgierskim świniobiciu najczęściej wspominają pyszne skwary ze świni mangalicy - najlepszą zagrychę pod podawanego na gorąco wspaniałego węgrzyna. Pycha i logiczne, bo tłuszcz pozwala wypić większą ilość wina, które potrafi utrzymać doskonałą kondycję oraz równowagę w trawieniu, mimo zjedzenia większej dawki mięsa.

    Na podwieczorek tradycyjna degustacja wątrobianek oraz krwawych kiszek połączona z przelewaniem grzanego wina z dużego naczynia-termosu do glinianych dzbanów.
    Na koniec wszyscy uczestnicy otrzymują na pamiątkę w woreczku gościńca do wzięcia do domu (disznótor), w skład którego wchodzą świeża kiełbasa do smażenia, kaszanki, słonina, skwarki i smalec.
  • Czardasz z świnią mangalicą czyli Festiwal w centrum Budapesztu
    http://mangalicafesztival.hu/

    Od 2008 roku w Budapeszcie w pierwszy piątek, sobotę i niedzielę lutego odbywa się jedna z największych światowych imprez kulinarnych - Festiwal Mangalicy, na którym można m.in. obejrzeć najpiękniejsze okazy bardzo wdzięcznych, włochatych prosiąt, które słyną na świecie z bardzo dobrego mięsa, względnie przy dźwiękach czardasza dokonać degustacji dań, w których głównym składnikiem jest mięso ze świń tego gatunku. Jest to festiwal, który łączy w sobie muzykę, rozrywkę, sztukę oraz degustację potraw przygotowanych z produktów pochodzących z rolnictwa ekologicznego.
    http://mangalicafesztival.hu/images/gallery/event-3/mangalica-fesztival-20130208_065.jpg

    Pierwsze Festiwale Mangalicy organizowano w lasku miejskim (Városliget) obok Muzeum Rolnictwa i pomnika Tysiąclecia w dwumilionowej stolicy Węgier. Ze względu na duże zainteresowanie tą imprezą przez turystów zagranicznych oraz ogromne tłumy i brak miejsca na stoiska wielu drobnych producentów rolnych – od roku 2012 Festiwal Mangalicy przeniesiono do samego centrum Budapesztu na bardzo duży plac Szabadság tér obok Ambasady Stanów Zjednoczonych. Produkty dostępne na tym popularnym bazarze produktów rolniczych to tradycyjne węgierskie produkty mięsne wykonane ze świń mangalica oraz niezliczona ilość wina. Bazar pozwala drobnym producentom rolnym i winiarzom na bezpośredni dostęp do klienta, do którego zwykle nie są w stanie dotrzeć, a także działa jako świetne narzędzie promocji dla węgierskich produktów. Ze względu na bardzo wielkie zainteresowanie tym festiwalem przez samych Węgrów organizowane są jednocześnie z powodzeniem Festiwale Mangalicy w dużych miastach odległych od stolicy: Debreczynh, Székesfehérvár, Szegedyn oraz w Szombathely (miejsce urodzenia św. Marcina patrona właścicieli winnic i narodu francuskiego)

    Bogactwo i różnorodność mangalicowych smaków stanowią niepowtarzalną atrakcję kulinarną Węgier, zachęcają setki tysięcy turystów z całego świata do poznawania tajemniczej mangalicy i degustacji wspaniałych win węgierskich. Atmosferę chłodnego lutego rozgrzewają tysiące litrów grzanego wina, pyszne mangalicowe zupy gulaszowe oraz tony pieczonego mięsa, kiełbasek i kaszanek. Degustacje trwają do późnej nocy. Tolerancyjne prawo węgierskie pozwala pić wino niemal wszędzie. W Polsce to wszystko jest nie do pomyślenia. Nie można chodzić po mieście z kieliszkiem wina w ręku, nie można zrobić imprezy na kilkaset tysięcy osób bez awantur i pijaństwa. Pewnie kiedyś to się zmieni. A jak na razie – cóż nam pozostaje? Jechać na Węgry, gdzie w każdym roku organizowane jest setki imprez związanych ze świniobiciem! Węgrzy siedzą rozmawiają, śpiewają, śmieją się oraz piją wino. To widok, który trudno znaleźć gdziekolwiek indziej na świecie. Niewiele osób pije – tak popularne wszędzie – wódkę, koniaki czy piwo. Tu króluje wino: Kadarka, Błękitny Frankończyk i Bycza Krew. Pije się je z dzbanków, kieliszków, a nawet z plastikowych kubków. Ale pije się wino!

    Cena 10 dkg dużych chrupiących skwar to wydatek około 6 PLN
    http://www.hajdupress.hu/kepek/cikk/2014/04/11/37007/30298_orig.jpg

    Aby odetchnąć trochę od ciężkich tematów cenowych, zajrzyjmy do węgierskiej kuchni. Tym, co się kojarzy z węgierskim smakiem w pierwszej chwili, jest gulasz, salami i skwarki z mangalicy. Niestety nasz język ojczysty płata nam tutaj niezłego figla - gulasz na Węgrzech jest zupełnie czym innym, niż u nas. Tym słowem nasi bratankowie określają gęstą zupę mięsną z dodatkiem ziemniaków i papryki. Jeśli będziemy chcieli zamówić gulasz w naszym rozumieniu - prosimy o pörkölt. Salami ma rodowód włoski, ale na Węgrzech zdobyło popularność i można je dostać w wielu odmianach i na każdym kroku. Węgierskie powiedzenie głosi, że kiedy gospodyni ma ugotować obiad, kładzie na stole paprykę i zastanawia się, co do niej dodać. Niezliczona ilość węgierskich przepisów zawiera paprykę pod rozmaitymi postaciami. Odnajdziemy ją w pörkölt (odpowiednik polskiego gulaszu), wielu odmianach salami, a także doskonałej węgierskiej zupie rybnej (najlepsza, jaką jedzą Węgrzy jest przyrządzona z karpia w czardzie rybackiej w Paks). Węgrzy jedzą wyłącznie ryby słodkowodne z wielu stawów hodowlanych i Balatonu. Dla niektórych dań papryka jest podstawą, jak dla słynnego leczo, które w swojej ortodoksyjnej wersji składa się tylko z papryki, pomidorów i cebuli. Nie wspominając o paprykarzu, którego nazwa mówi już sama za siebie (rozpowszechniony swego czasu w Polsce paprykarz szczeciński nie ma z nim nic wspólnego). Węgrzy nie odkryli papryki, ale pierwsi zaczęli robić z niej sproszkowaną przyprawę. To właśnie ona, w połączeniu z podsmażaną na grubej słoninie cebulą nadaje charakterystyczny smak węgierskiej kuchni. Słonina powinna pochodzić oczywiście z włochatej mangalicy, która jest Węgrom tak droga, że nie tylko objęli ją ochroną, ale organizują liczne imprezy kulinarne, takie jak Festiwal Mangalicy w Budapeszcie.
    http://mangalicafesztival.hu/images/gallery/event-3/mangalica-fesztival-20130208_113.jpg


    Obecnie w Polsce świniobicie już nie należy do tradycji polskiej wsi a wino uważane jest przez analfabetów winnych zasiadających w polskim Sejmie za zwykły napój alkoholowy, surogat wódki i dlatego obłożone akcyzą. Tymczasem wino to jest zasadniczy, konstytuujący element cywilizacji i kultury, do której Polska się przyznaje. Jest jednym z najstarszych, wytwarzanych przez człowieka środków spożywczych, elementem sposobu bycia całych narodów, ważnym czynnikiem gospodarczym i ekonomicznym, symbolem religijnym, lekarstwem i sposobem przedłużania życia - a dopiero na końcu, i tylko dla niektórych, środkiem odurzającym, czy napojem alkoholowym dla polskich posłów, którzy chronią rodzimą wódkę przed możliwością, że Polacy zaczną pić do posiłków wino. Dlatego wzdycham i ręce wznoszę do władz ziemskich - wina naszego powszedniego dajcie nam dwa kieliszki dziennie. Niech nam idzie na zdrowie.
  • @mac 11:51:29
    Powiedziałbym DUŻO "szerzej":
    - JAKAKOLWIEK "zaraza" w gospodarstwie przydomowym, to problem dla rodziny rolnika,
    - to samo w "kombinacie" to "ubój z konieczności" TYSIĘCY zwierząt.
    A co, jeśli przeniesie się do "następnego"?

    Mamy GŁÓD i (potencjalnie) WOJNĘ o żywność, bo jej po prostu nie starczy dla wszystkich.

    Jakoś dziwnym trafem "komuna" NIE zlikwidowała przydomowych hodowli na wsiach, choć pewnie jakby się uparli (vide Ukraina) to by się dało...
  • @Andron 13:32:51
    Nie prawa a zdrowego rozsądku...
    Bo "prawo" jest dla prawników i biurw.

    Co do reszty masz rację.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031