Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
862 posty 734 komentarze

Jabłonowski:"Jesteśmy już zmęczeni słowami Macierewicza"

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Aleksander Jabłonowski (Wojciech Olszański) ostro komentuje wypowiedź szefa MON dla "Rzeczpospolitej", z której dowiadujemy się o rzekomych dowodach na winę Rosji ws. tragedii smoleńskiej.

 Minister Macierewicz stwierdza, że: "dysponujemy teraz prawdziwymi dowodami, które ukrywała komisja Millera [m.in] nowe nagrania załogi tupolewa". Na pytanie dziennikarza "Rzeczpospolitej" skąd one pochodzą, polityk odpowiada: "Do czasu ujawnienia dowodów, co nastąpi zapewne w przyszłym miesiącu, nie mogę odpowiedzieć na to pytanie"- Zdaniem Jabłonowskiego wypowiedź szefa MON jest oburzająca. - "Jeśli mamy nowe fakty to trzeba je natychmiast przedstawić. W przeciwnym wypadku będą to jedynie puste oskarżenia, które zdają się spełniać znamiona podżegania do wojny" - stwierdza.

Piotr Korczarowski

https://www.youtube.com/watch?v=e8QKRYWqzCg

 

 

film: eMisjaTV

KOMENTARZE

  • do autora
    Zmęczenie wynika z kilku rzeczy:

    - ze świadomości geopolitycznego położenia między "Silniejszymi" i wynikającej z tej niemożności odegrania się siłą na Rosjanach, Niemcach czy na kim tam chcemy...

    - z poczucia, że ogarnia nas wewnętrzna niemoc (służalczość sąsiadom), która jest silniejsza od wewnętrznej przyzwoitości i uczciwości

    - z wewnątrzpolskiego zaprzaństwa, które każe wszystkie niewygodne rzeczy (przyczyny katastrofy) zamiatać pod dywan, czemu znaczna część społeczeństwa przyklaskuje, a ci, którzy mówią: NIE, odsądzani są od najgorszych

    - z braku sensownych postępów w śledztwie i powtarzaniu ciągle tych samych argumentów... na które druga strona nonstop wynajduje kontrargumenty.

    - z wyuczonej wielopokoleniowym cierpiennictwem podległości autorytetowi (Kościoła, władzy, ojca) i niechęci mieszania kijem w mrowisku

    -------------------------------------------------------------------------------------
    Oczywistym jest jedno: przy podstawieniu odpowiedniego autorytetu zwykłemu Polakowi można wmówić wszystko: że samolot uderzający o dąb o metrowej średnicy traci skrzydło natychmiast, albo że dąb zostaje ścięty jak kartka papieru brzytwą... bez szkody dla samolotu.... ot, po prostu niektórzy (lewopółkulowi) Polacy wierzą w twardość drewna, inni (prawopółkulowi, a może na odwrót, egal) rodacy mają świadomość siły wynikającej z iloczynu masy i pędu.

    Klasycznym model poglądów jest taki oto: wykształcona humanistka o lewicowych poglądach, w wieku 25-35 lat, sądzi, że 40-cm brzoza urywa skrzydło tupolewowi, sama ostając się niemal nienaruszona = bezkrytyczna wiara w twardość drewna.

    60-letni inżynier, zwolennik PiS-u, który w latach 80-tych działał w NSZZ i siedział dwa miesiące za Jaruzela, doskonale wie, że z brzozy zostają drzazgi - bezkrytyczna wiara w twardość materiału kontra drewno.

    Przy tym są w tym kraju i tacy faceci po 60-tce, którzy wierzą w twardość brzozy, i takie młode humanistki, które intuicyjnie czują, że twardość brzozy to za mało.... i bądź tu mądry.

    Dlaczego jesteśmy sceptyczni ? Bo nie latamy samolotami, nie znamy konstrukcji skrzydeł ani nie mamy wiedzy na temat tego, z czego są wykonane. Walenie skrzydłem z prędkością 280 km/h o brzozę o 40-cm średnicy nie jest powszechną czynnością nad Wisłą.... stąd panujący u nas opór przed myśleniem na ten temat.

    Dlaczego wierzymy w to, że brzoza powinna zostać ścięta od razu? Bo widzieliśmy skrzydła samolotów, które uderzyły w WTC, przecinające żelbetowe konstrukcje przyokienne budynków. A nikt w Polsce prawdziwości tych zdjęć nie zakwestionował. A sami z siebie nie mamy w zwyczaju kwestionować tego, co widzimy NA WŁASNE OCZY (zapominając, że widzimy to na ekranie). Poza tym: Bo świadomi jesteśmy, jaką potężną prędkość mają lądujące samoloty.

    O dziwo żaden publicysta-autor programów popularnonaukowych nie wziął się za próbę doświadczalnego sprawdzenia, jakiej prędkości trzeba, by przeciąć taką brzozę.

    Bo że spadający samolot kosi cały las, to wiadomo. Ale kosi głównie czubki drzew, które, jak wiadomo, są jak cienkie witki, jak trawa na wietrze. Ale czy kosi także drzewa przy gruncie? A jeśli tak, to czy są one skoszone przez tułów, czy przez skrzydła?

    Ale spróbujmy wyobrazić sobie takie coś:
    Skrzydło samolotu trafia na zdrowy dąb o dwumetrowej średnicy, tuż przy ziemi.

    Tnie go, czy nie??? Raczej nie... ale czy na pewno?

    A jeśli średnica metrowa tylko będzie?
    A jeśli 75-cm?

    Zwłaszcza jeśli struktura skrzydła nie jest jednolita?

    Jak dla mnie, to z konfrontacji skrzydła z brzozą o 40-cm średnicy zwycięsko wychodzi i skrzydło, i samolot. No niestety.

    Jednak nie bez śladu kolizji.

    Tu nawet naukowcy nie mają jednoznacznej odpowiedzi. Trzeba przeprowadzić doświadczenie. Przy czym warto byłoby zrobić to z autorytetami międzynarodowymi, uznanymi przez obie strony ogólnopolskiego sporu okołosmoleńskiego, którzy poświadczą, że parametry eksperymentu są zbliżone do warunków tam panujących.

    Obawiam się jednak, że ci, którzy mają coś na sumieniu, do takiego eksperymentu w ogóle nie podejdą / zakwestionują celowość jego przeprowadzenia / zakwestionują uprawnienie Komisji (tutaj: Macierewicza) do wyciągania wniosków z tego typu eksperymentów itd.

    Ci, którzy chcą Prawdy, chętnie się stawią i uznają wynik eksperymentu, niezależnie od tego, jaki by on nie był.

    W sumie samo powołanie takiej międzynarodowej komisji eksperymentalnej, wybór jej członków i warunków przeprowadzenia eksperymentu (to byłby hit oglądalności!) powie samo w sobie wszystko o polskich realiach... stchórzą tchórze.

    Ten, kto mówi prawdę, nie boi się takiej konfrontacji.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031